• woda w mieście

    Nazwanie Skierniewic miastem bez zieleni byłoby głęboko niesprawiedliwe. Niemal w środku miasta jest piękny, duży park z kilkusetletnimi kasztanowcami. Drzew nie brakuje też w innych miejscach. Tym dziwniejsze i trudno wytłumaczalne jest to, co stało się z miejskim rynkiem. Zaatakowała go betonoza. Zadrzewiony niegdyś plac stał się wygolonym do zera, brukowanym klepiskiem.

    Mieszkańcy twierdzą, że pełen zieleni i drzew rynek mieli do końca lat 90. Potem któraś władza postanowiła zrobić z tym porządek, plac porządnie wyczyszczono z wszelkiej roślinności i wybrukowano. Później dodano też dwie fontanny, sikające wodą z poziomu chodnika. A dwie dekady później (w czerwcu 2019 roku) w mieście skończyła się woda. Po prostu przestała lecieć z kranów, wyłączono więc też fontanny na rynku.Wyciągam termometr na podczerwień. Żaden naukowy sprzęt, ale mierzy temperaturę otoczenia. Termometr w samochodzie pokazuje 19 stopni. Celuję w elementy krajobrazu. Ściana – 25 stopni, obudowa lampy – 28. Bruk – 39 stopni Celsjusza! Dotykam, faktycznie jest ciepły.

    woda w mieście

    Wystarczy 4-5 minut spaceru, by z męczącego brakiem zieleni rynku dostać się do parku, dawnego ogrodu arcybiskupów gnieźnieńskich. Wyciągam termometr – bruk, chyba z tego samego kamienia, co na rynku, ma 19 stopni Celsjusza. Dwa razy mniej, niż na placu obok! I – chociaż mamy dopiero koniec maja i upałów nie ma – właśnie w parku tętni życie. Matki z dziećmi, młodzież, emeryci

    Brak wody w czerwcu 2019 roku i wcześniejsze pozbycie się praktycznie wszelkiej zieleni z rynku nie są ze sobą powiązane, ale mieszkańcy swoje wiedzą i zwrócili uwagę na tę dziwną korelację.Na metalowej ławeczce pod klimatyzacja Otwock  miejskim ratuszem siedzi rzeźba profesora Pieniążka. To naukowiec, który w Skierniewicach założył Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa (obecnie Instytut Ogrodnictwa). "Profesorze, dałeś nam owoc bogów – JABŁKO, zostawiłeś – SERCE, dziękujemy – skierniewiczanie" – głosi napis pod pomnikiem uśmiechniętego starszego pana. Ale jak na złość nie tylko ławeczka, nie tylko postać, ale i jabłoń są z metalu. Szkoda, że nie siedzi pod żywym drzewem. Tych na rynku jest ledwie kilka. Niedawno posadzone, a już wyglądają na zmęczone życiem.Trudno dziś powiedzieć, kto ukuł pojęcie "betonozy". Jako jeden z pierwszych to zjawisko zaczął dokumentować i piętnować Jan Mencwel, miejski aktywista, działający w warszawskim stowarzyszeniu Miasto Jest Nasze. Zebrał zdjęcia z całej Polski, pokazujące miejskie rynki i place przed i po "rewitalizacji". Skupił się na tych, które pozbyły się drzew, krzewów, trawy - wszelkiej zieleni. Wiele zdjęć pokazuje wręcz degradację placów, przemienionych w betonowe pustynie.

    Ale betonoza to nie gwałt tylko na estetyce, ale i cios zadany zarówno przyrodzie, jak i mieszkańcom dotkniętych tą "chorobą" miast.

    - Drzewa gromadzą wodę w swoich systemach korzeniowych i liściach w wilgotnych okresach i rozprowadzają ją powoli w okolicy w okresach suszy. Drzewa, krzewy i trawa po pierwsze magazynują wodę i oddają ją powoli porami w liściach podczas oddychania (zwiększają gęstość cząsteczek wody, czyli zwiększają wilgotność), a po drugie dzięki pniom, gałęziom i liściom ograniczają dopływ promieni słonecznych. W ten sposób obniżają lokalnie temperaturę i dają cień


  • Commentaires

    Aucun commentaire pour le moment

    Suivre le flux RSS des commentaires


    Ajouter un commentaire

    Nom / Pseudo :

    E-mail (facultatif) :

    Site Web (facultatif) :

    Commentaire :